III Ca 968/22 - uzasadnienie Sąd Okręgowy w Łodzi z 2024-05-21
III Ca 968/22
III Cz 392/22
UZASADNIENIE
Wyrokiem z dnia 4 marca 2022 r., wydanym w sprawie z powództwa A. N. (1) przeciwko M. Z. o zapłatę, Sąd Rejonowy w Zgierzu oddalił powództwo, zasądził od powódki na rzecz pozwanego kwotę 2.900,00 zł tytułem zwrotu kosztów procesu, nakazał pobrać od pozwanej na rzecz Skarbu Państwa – Sądu Rejonowego w Zgierzu kwotę 14.704,09 zł tytułem zwrotu kosztów sądowych poniesionych tymczasowo przez Skarb Państwa oraz ustalił koszty postępowania zabezpieczającego, zasądzając z tego tytułu od pozwanego na rzecz powódki kwotę 1.599,33 zł.
Apelację od tego orzeczenia złożyła powódka, zaskarżając je w zakresie rozstrzygnięcia oddalającego żądania zasądzenia zadośćuczynienia i zasądzenia odszkodowania za utracone zarobki, a także co do rozstrzygnięć o kosztach procesu i kosztach sądowych, domagając się jego zmiany w tym zakresie poprzez zasądzenie od pozwanego na swoją rzecz zadośćuczynienia w kwocie 20.000,00 zł z ustawowymi odsetkami za opóźnienie od dnia 19 stycznia 2010 r. do dnia zapłaty oraz odszkodowania w kwocie 25.344,34 zł z ustawowymi odsetkami za opóźnienie od dnia wytoczenia powództwa, tj. 21 kwietnia 2011 r., do dnia zapłaty i poprzez nieobciążanie jej kosztami procesu, jak również zasądzenia od pozwanego na swoją rzecz zwrotu kosztów postępowania przed Sądami obu instancji, w tym kosztów zastępstwa adwokackiego według norm przepisanych. Zaskarżonemu wyrokowi zarzucono naruszenie:
- ⚫
-
art. 233 § 1 k.p.c. w związku z art. 231 k.p.c. poprzez przekroczenie granic swobodnej i wszechstronnej oceny zgromadzonych w sprawie dowodów z punktu widzenia zasad wiedzy, logiki i doświadczenia życiowego w postaci nieuwzględnienia przez Sąd I instancji przy ocenie dowodów z wyjaśnień stron i zeznań świadków A. N. i J. N., w zakresie relewantnej prawnie oceny tych środków dowodowych, wszystkich kryteriów istotnych dla oceny „odpowiedniości” i ustalenia wysokości zadośćuczynienia należnego poszkodowanej w okolicznościach przedmiotowej sprawy, które winny być brane pod rozwagę w tym zakresie w granicach przedmiotowych zgłoszonego powództwa;
- ⚫
-
art. 231 k.p.c. w związku z art. 233 k.p.c. w związku z art. 321 § 1 k.p.c. w związku z art. 278 k.p.c. i w związku z art. 200 k.p.c. poprzez naruszenie granic swobodnej oceny dowodów wskutek braku logicznego powiązania wyjaśnień powódki z opinią główną oraz opinią uzupełniającą z dnia 26 maja 2021 r. biegłego z zakresu rachunkowości, (...) i finansów (...). T. w wariancie przedstawionym na jej s. 3, ustosunkowującej się do granic przedmiotowych powództwa i jego podstawy faktycznej w logicznym powiązaniu z uwzględniającymi doświadczenie życiowe w zakresie rozliczania projektów wyjaśnieniami powódki złożonymi na rozprawie w dniu 3 lutego 2022 r., w sytuacji, gdy biegły obliczył odszkodowanie za utracony zarobek w zakresie dochodzonym przedmiotowym powództwem na kwotę 19.944,50 zł, pozostawiając Sądowi wszechstronną ocenę dowodów w tej sprawie;
- ⚫
-
art. 113 ust. 1 ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (t.j. Dz. U. z 2023 r., poz. 1144 ze zm.) w związku z art. 102 k.p.c. poprzez jego błędne niezastosowanie w realiach przedmiotowej sprawy i nieuwzględnienie przez Sąd okoliczności związanych z zajmowanym przez pozwanego stanowiskiem co do odpowiedzialności za skutki zdarzenia z dnia 10 stycznia 2010 r. i przebiegiem procesu w tym zakresie, a także wnioskami dowodowymi składanymi przez pozwanego, które wpływały na znaczną długotrwałość procesu i niesłuszne obciążenie powódki obowiązkiem zwrotu kosztów sądowych na rzecz Skarbu Państwa i kosztów procesu na rzecz pozwanego;
- ⚫
-
art. 445 § 1 k.c. poprzez niewłaściwą wykładnię przesłanki „odpowiedniości” i w konsekwencji niewłaściwe zastosowanie tego przepisu w okolicznościach przedmiotowej sprawy z punktu widzenia argumentacji przedstawionej w uzasadnieniu apelacji.
Z kolei pozwany złożył zażalenie na zawarte w przedmiotowym orzeczeniu rozstrzygnięcie o należnych od powódki kosztach procesu – w zakresie, w jakim Sąd nie zasądził na jego rzecz od powódki zwrotu poniesionych kosztów w postaci: opłaty od zażalenia na postanowienie o udzieleniu zabezpieczenia, opłaty od wniosku o uchylenie zabezpieczenia, opłaty od wniosku o sporządzenie uzasadnienia postanowienia o przyznaniu wynagrodzenia biegłemu i opłaty od wniosku o zmianę postanowienia o zabezpieczeniu – oraz na rozstrzygnięcie o ustaleniu i zasądzeniu od niego na rzecz powódki zwrotu kosztów postępowania zabezpieczającego, wnosząc o ich zmianę poprzez zasądzenie od powódki na swoją rzecz kosztów postępowania zabezpieczającego i zażaleniowego, w tym kosztów zastępstwa procesowego w postępowaniu zażaleniowym oraz zarzucając naruszenie art. 98 § 1 k.p.c. w związku z art. 745 § 1 k.p.c. poprzez zasądzenie od pozwanego na rzecz powódki kosztów postępowania zabezpieczającego oraz niezasądzenie od powódki na rzecz pozwanego kosztów poniesionych przez niego w związku z postępowaniem zabezpieczającym, mimo że koszty te należy uznać za koszty niezbędne dla celowej obrony, a zatem winny one zostać zwrócone przez stronę przegrywającą.
W odpowiedzi na apelację pozwany wniósł z kolei o jej oddalenie i zasądzenie od powódki na swoją rzecz zwrotu kosztów postępowania apelacyjnego, w tym kosztów zastępstwa procesowego według norm przepisanych wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się orzeczenia.
Na rozprawie apelacyjnej w dniu 4 kwietnia 2024 r. strona pozwana doprecyzowała wnioski swojego zażalenia, podnosząc, że w ramach zaskarżenia rozstrzygnięcia o kosztach procesu wnosi o zasądzenie od powódki na rzecz pozwanego dalszej kwoty 400,00 zł, natomiast w ramach zaskarżenia rozstrzygnięcia o kosztach postępowania zabezpieczającego prowadzonego przez komornika domaga się nieobciążania pozwanego tymi kosztami. Z kolei strona powodowa wniosła o oddalenie zażalenia i zasądzenie od pozwanego na rzecz powódki zwrotu kosztów postępowania zażaleniowego.
Sąd Okręgowy dodatkowo ustalił następujące okoliczności faktyczne:
A. N. (1) po wypadku z dnia 10 stycznia 2010 r. nie była aktywna towarzysko, zamknęła się w sobie, rzadko wychodziła z domu i nie spotykała się ze znajomymi, ponieważ czuła się niekomfortowo i przeżywała upokorzenie, kiedy w obecności innych osób nie była w stanie samodzielnie poradzić sobie z podstawowymi czynnościami życiowymi, takimi jak jedzenie czy ubieranie (przesłuchanie powódki, k. 1068; 02:56:07-03:25:16).
W piśmie z dnia 11 czerwca 2010 r, złożonym w dniu 23 czerwca 2010 r. do prowadzącego postępowanie likwidacyjne ubezpieczyciela Towarzystwa (...) Spółki Akcyjnej w W., A. N. (1) domagała się m.in. wypłaty odszkodowania za utratę dochodów w okresie pierwszych pięciu miesięcy 2010 r. w łącznej kwocie 22.480,20 zł. Odszkodowanie z tytułu utraconych dochodów w kwocie 15.662,30 zł, przyznane przez ubezpieczyciela decyzją z dnia 8 grudnia 2010 r., dotyczyło utraconych dochodów za okres 5 miesięcy (pismo powódki, k. 33-38 załączonych akt szkodowych C/0576365/2010; tabela zawierająca wyliczenie odszkodowania, k. 96 załączonych akt szkodowych C/0576365/2010).
Świadczenie rehabilitacyjne otrzymywane przez A. N. (1) do końca lutego 2011 r. wyniosło łącznie 21.489,66 zł. W okresie od lipca 2010 r. do lutego 2011 r. A. N. (1) uzyskała dochody w łącznej kwocie 19.198,93 zł tytułem wynagrodzenia oraz 21.489,66 zł tytułem świadczenia wyrównawczego. Gdyby do wypadku nie doszło A. N. (1) uzyskiwałaby w okresie od lipca 2010 r. do lutego 2011 r. dochody w łącznej kwocie 44.337,60 zł (wariant I wyliczony na podstawie zeznania rocznego PIT-37 bez potwierdzenia złożenia go do urzędu skarbowego) lub w łącznej kwocie 44.543,28 zł (wariant II wyliczony na podstawie zaświadczenia o średnim wynagrodzeniu brutto) (pisemna opinia biegłego z dziedziny rachunkowości, (...) i finansów (...). T., k. 682-689).
Opis pozwu doręczono stronie pozwanej w dniu 10 stycznia 2012 r. (dowód doręczenia, k. 146),
Sąd Okręgowy odmówił w niewielkim zakresie wiarygodności pisemnej opinii biegłego z dziedziny rachunkowości, (...) i finansów (...). T., odnotowując, że w tabelkach obrazujących wyliczenia dotyczące dochodów, jaki poszkodowana uzyskiwałaby, gdyby do wypadku nie doszło i dochodów rzeczywiście uzyskiwanych, biegły umieścił kwotę 15.662,30 zł w rubrykach pozycjonujących ją jako otrzymaną przez powódkę w czerwcu 2010 r. część świadczenia rehabilitacyjnego. Zestawienie treści opinii z pozostałym materiałem dowodowym wskazuje na to, że biegły popełnił omyłkę w tym zakresie, gdyż A. N. (1) przyznano świadczenie rehabilitacyjne dopiero za okres rozpoczynający się w dniu 22 lipca 2010 r., natomiast kwota wskazana przez biegłego jest tożsama z przyznanym i wypłaconym poszkodowanej przez ubezpieczyciela w postępowaniu likwidacyjnym odszkodowaniem z tytułu dochodów utraconych przez nią w ciągu pierwszych pięciu miesięcy po wypadku. Prowadzi to do wniosku, że biegły w swej opinii nieprawidłowo ustalił, że powyższa suma została wypłacona powódce tytułem świadczenia rehabilitacyjnego.
Sąd Okręgowy zważył, co następuje:
Apelacja powódki okazała się zasadna jedynie w niewielkiej części. Ustalenia faktyczne Sądu meriti zawarte w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku w zdecydowanie przeważającym zakresie należy uznać za prawidłowe – z jednym wyjątkiem w postaci błędnie ustalonej łącznej kwoty otrzymanego przez A. N. (1) świadczenia rehabilitacyjnego – i Sąd odwoławczy z powodzeniem może uznać je za własne, choć zachodziła także potrzeba ich uzupełnienia w przedstawionym powyżej zakresie.
Nie można co do zasady zgodzić się z poglądem skarżącej, że Sąd I instancji przekroczył granice swobodnej oceny dowodów przy ustaleniu okoliczności mających wpływ na rozmiar należnego jej zadośćuczynienia, jak również że zaniechał – pomimo zachodzących ku temu podstaw – należytego zastosowania instytucji domniemania faktycznego w ramach badania poszczególnych kryteriów podlegających rozważeniu przy określaniu przesłanki „odpowiedniości” świadczenia wyrównującego szkodę niemajątkową. Apelująca forsuje tezę, że przedmiotowy wypadek trwale uniemożliwił jej kontynuowanie kariery naukowej, a to z tej przyczyny, że wywołane tym zdarzeniem osłabienie sprawności manualnej w zasadzie wykluczyło dalsze prowadzenie przez nią badań laboratoryjnych i uzyskiwanie wyników mogących stanowić podstawę ewentualnych publikacji naukowych. Deficyty te spowodowały przeniesienie jej przez pracodawcę do innego działu, w którym zajmowała się jedynie tworzeniem projektów dla innych naukowców i gdzie pracowała do końca 2012 r., a następnie wypowiedziano jej umowę o pracę. Według stanowiska powódki, konieczność rezygnacji z dobrze zapowiadającej się kariery naukowej, w ramach której osiągnąć znacznie więcej niż stopień doktora, spowodowała, że „nie mogła wykonywać pracy, którą kocha”, utraciła szanse na dalszy rozwój i musiała się ostatecznie przekwalifikować, rozpoczynając nową karierę zawodową niejako od podstaw. Przywołane jednak na poparcie tego stanowiska okoliczności tylko częściowo znajdują oparcie z przedstawionym Sądowi materiale dowodowym. Bezsprzecznie, można z powodzeniem przyjąć na gruncie przeprowadzonych w sprawie dowodów, że konsekwencje doznanego przez A. N. (1) uszkodzenia ciała nie pozostały bez istotnego wpływu na rodzaj wykonywanej przez nią pracy. Z opinii biegłych lekarzy, przeprowadzających wywiad z powódką i analizujących dokumentację medyczną złożoną do akt, wynika jasno, że poszkodowana doznała uszkodzenia prawego splotu barkowego części nadobojczykowej oraz nerwu promieniowego, co skutkowało ograniczeniem ruchomości w prawym barku i w stawach prawej ręki. Nie ulega wątpliwości, że konsekwencją tych ograniczeń była niemożność wykonywania precyzyjnych prac laboratoryjnych i że właśnie te ograniczenia leżały u podstaw przeniesienia powódki do pracy w innym dziale Instytutu (...) w W..
Dostrzec jednak należy, że z tychże opinii wynika również, iż dolegliwości te nie miały charakteru trwałego, gdyż w wyniku konsekwentnej rehabilitacji A. N. (1) w grudniu 2012 r. odzyskała już pełną czynną ruchomość w prawym barku z nieznacznie tylko upośledzoną płynnością ruchu oraz pełną ruchomość w stawie nadgarstkowym i stawach ręki z upośledzeniem ruchów manipulacyjnych. Biegli wskazali także, że po zakończeniu okresu otrzymywania świadczenia rehabilitacyjnego, tj. po kwietniu 2011 r., utrzymywały się wprawdzie ograniczenia w wykonywaniu czynności precyzyjnych, jednak później ustąpiły one całkowicie i w dacie badania poszkodowanej przez biegłego z zakresu medycyny pracy, tj. w lutym 2015 r., była ona już w stanie wykonywać wszelkie prace z zakresu czynności wykonywanych na stanowisku, jakie zajmowała przed wypadkiem. Oznacza to przede wszystkim, że nie byłoby uzasadnione przyjęcie przez Sąd, iż droga kariery naukowej została przed A. N. (1) całkowicie zamknięta z uwagi na trwałą niemożność wykonywania przez nią badawczych prac laboratoryjnych, a jedynie doszło do czasowego tej kariery zahamowania. W ocenie Sądu odwoławczego, nie ma też wystarczających podstaw do uznania na gruncie faktów możliwych do udowodnienia w oparciu o przedstawiony w toku postępowania materiał dowodowy, że zachodzi związek przyczynowy pomiędzy zaistniałym w wyniku wypadku rozstrojem zdrowia powódki i ostatecznym zakończeniem przez nią kariery naukowej.
Wbrew stanowisku autorki apelacji, nie sposób w zgodzie z zasadami logiki i doświadczenia życiowego wywieść na gruncie art. 231 k.p.c. domniemania faktycznego, że zakończenie pracy A. N. (1) w Instytucie (...) w W. było konsekwencją zachodzących wówczas po jej stronie ograniczeń manualnych i związanej z tym niemożności wykonywania czynności precyzyjnych. Sąd meriti trafnie odnotował, że poszkodowana była zatrudniona na podstawie umowy na czas określony jedynie do końca 2012 r., a udowodnione okoliczności sprawy nie dają wystarczających podstaw do poczynienia założenia, iż Instytut (...) w W. zawarłby z nią kolejną umowę, gdyby była ona wówczas w pełni sił fizycznych. Zadaniem powódki było tu wykazanie okoliczności, które z przeważającym prawdopodobieństwem pozwalałyby przyjąć, że w hipotetycznej sytuacji niezaistnienia szkody pracodawca zawarłby z nią kolejną umowę, co w dalszej kolejności pozwalałoby Sądowi uznać, iż to właśnie konsekwencje wypadku były przyczyną tego, że nie mogła kontynuować kariery zawodowej w dotychczas zatrudniającym ją Instytucie, jednak w sprawie niniejszej nie przedstawiono żadnych dowodów na poparcie takich faktów, a co więcej, ustalony stan faktyczny sprawy przemawia raczej przeciwko istnieniu takiej zależności. Na przełomie 2012 i 2013 r. stosowana rehabilitacja przynosiła już wymierne efekty i A. N. (1) wracała do pełni zdrowia, wobec czego trudno przyjąć, by utrzymujące się jeszcze w danej chwili upośledzenie ruchów manipulacyjnych stanowiło w normalnym biegu rzeczy wystarczającą przeszkodę do kontynuowania współpracy z obiecującym naukowcem, zważywszy, iż dotychczasowa istotna poprawa stanu poszkodowanej dawała uzasadnione podstawy do przyjęcia, że i ta dolegliwość wkrótce ustąpi – co też rzeczywiście niebawem nastąpiło. Nie ma zatem wystarczających przesłanek, by podzielić pogląd apelującej, że w związku przyczynowym ze zdarzeniem szkodzącym pozostawała trwała niemożność wykonywania dotychczasowej pracy i konieczność jej porzucenia, zaś doznana przez nią w wyniku wypadku szkoda niemajątkowa polegała na nieodwracalnej utracie takich wartości, jak niezwykle dla niej istotna możliwość wykonywania ukochanego zawodu oraz osiągnięty status zawodowy naukowca, na który przez wiele lat pracowała. Nie ulega natomiast wątpliwości, że w czasie, kiedy powódka nie mogła wykonywać pracy badawczej z uwagi na istniejące ograniczenia ruchowe, okoliczność ta stanowiła dla niej źródło uzasadnionej frustracji i cierpień psychicznych, tym bardziej, że początkowo mogła obawiać się nawet, iż dolegliwości te nigdy nie ustąpią, co rzeczywiście uniemożliwi jej wykonywanie dotąd praktykowanego zawodu. Sąd Rejonowy jednak poczynił w oparciu o opinię biegłego psychologa właściwe ustalenia co do zakresu doznawanych w związku z tym cierpień psychicznych i wziął je pod uwagę przy ustalaniu rozmiaru należnego zadośćuczynienia. Zgodzić się jednak należy z tym Sądem, że nie wykazano istnienia związku przyczynowego pomiędzy zdarzeniem szkodzącym i trwałym zaniechaniem przez A. N. (1) kariery naukowej po ustaniu doznawanych przez nią ograniczeń w wykonywaniu ruchów manipulacyjnych i czynności precyzyjnych; wbrew zarzutom apelacji, poza twierdzeniami samej poszkodowanej taka teza nie znajduje wystarczającego oparcia w materiale dowodowym sprawy.
Nie można zgodzić się z zarzutem dotyczącym nieustalenia przez Sąd I instancji, że powódka nadal odczuwa ból i dyskomfort związany z konsekwencjami wypadku. Na k. 19 uzasadnienia zaskarżonego wyroku znajdują się ustalenia w tym zakresie poczynione wprost na podstawie dowodu z przesłuchania strony powodowej przeprowadzonego na rozprawie w dniu 3 lutego 2022 r., gdzie w ślad za poszkodowaną Sąd podał, że obecnie doznaje ona dyskomfortu podczas uprawiania sportów, który jednak nie uniemożliwia jej takiej aktywności, jak również że doświadcza niekiedy delikatnych ciągnących bólów, które nie wymagają jednakże stosowania leków czy maści przeciwbólowych. Przyznać należy rację skarżącej jedynie co do tego, że w ramach ustaleń faktycznych Sąd meriti zaniechał odnotowania w oparciu o ten sam dowód z przesłuchania strony powodowej – co do którego nie ma podstaw, by w tym zakresie odmawiać mu wiarygodności czy mocy dowodowej – iż A. N. (1) w czasie, kiedy wymagała niezbędnej pomocy przy wykonywaniu podstawowych codziennych czynności, takich jak jedzenie czy ubieranie, musiała zaniechać pewnych form codziennej aktywności, jak np. spędzanie czasu ze znajomymi, co stanowiło dla niej swego rodzaju upokorzenie. Nie ulega wątpliwości, że ta okoliczność nie jest pozbawiona znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy i powinna stanowić element jej stanu faktycznego, inną natomiast kwestią jest to – o czym będzie mowa poniżej – jak znaczący wpływ może mieć ów pominięty element na ustalenie rozmiaru należnego poszkodowanej zadośćuczynienia.
Nie można natomiast podzielić poglądu apelującej, że okolicznością podlegającą ustaleniu jako mającą wpływ na wynik sprawy jest fakt, iż pozwany w toku postępowania likwidacyjnego i sądowego kwestionował zaistnienie wypadku, nie przedstawił ubezpieczycielowi żądanych w celu ustalenia okoliczności wyrządzenia i rozmiaru szkody dokumentów oraz nie przedsięwziął żadnych kroków celem dobrowolnego zrekompensowania powódce doznanej szkody. Z całą pewnością postępowanie osoby odpowiedzialnej za szkodę po jej wyrządzeniu może mieć znaczenie dla ustalenia wysokości należnego zadośćuczynienia, jednak chodzi tu o postępowanie odbiegające od modelu zachowania, jakiego normalnie można by oczekiwać w takich okolicznościach, a jednocześnie zmniejszające poczucie krzywdy u poszkodowanego albo też je pogłębiające. Pozwanemu nie sposób odmówić uprawnienia do podjęcia obrony swych praw oraz do kwestionowania swej odpowiedzialności zarówno wobec ubezpieczyciela, jak i przed Sądem, a w ocenie Sądu II instancji, nie ma podstaw do uznania, że czyniąc to, działał on ze złą wolą, w szczególności nie można tak potraktować jego zaprzeczeń wobec samego faktu zaistnienia zdarzenia szkodzącego, skoro nie był jego naocznym świadkiem i dowiedział się o nim dopiero na skutek późniejszych działań poszkodowanej. M. Z. rzeczywiście nie dochował należytej staranności przy wypełnianiu swoich obowiązków wobec ubezpieczyciela w zakresie wyjaśniania okoliczności wypadku, jednak fakt ten ostatecznie nie wpłynął na wysokość wypłaconego powódce świadczenia, ani też nie opóźnił znacząco tej wypłaty i brak jest podstaw do uznania, by okoliczność ta zwiększyła rozmiar krzywdy doznawanej przez poszkodowaną. Z kolei dobrowolne zrekompensowanie przez pozwanego – choćby w części – szkody doznanej przez A. N. (1) mogłoby wprawdzie skutkować zmniejszeniem się po jej stronie poczucia doznawanej krzywdy i powodować redukcję należnego świadczenia, jednak nie sposób uznać, że sam fakt odmowy wypłacenia żądanych świadczeń przez osobę kwestionującą podstawy swej odpowiedzialności za szkodę – zwłaszcza w sytuacji, gdy zadośćuczynienie i odszkodowanie w określonych kwotach zostało już uiszczone przez ubezpieczyciela – każdorazowo rodziło konsekwencje w postaci powiększenia rozmiaru krzywdy po stronie poszkodowanego, a tym samym i wysokości należnego mu zadośćuczynienia.
Odnosząc się natomiast do materialnoprawnego zarzutu apelacyjnego dotyczącego naruszenia art. 445 § 1 k.c. poprzez nieprawidłowe określenie– na gruncie ustalonych okoliczności sprawy – odpowiedniej kwoty należnej powódce tytułem zadośćuczynienia, podkreślić należy, że zadośćuczynienie ma na celu naprawienie szkody niemajątkowej wyrażającej się doznaną krzywdą w postaci cierpień fizycznych i psychicznych, a zatem o jego rozmiarze decyduje w zasadzie rozmiar doznanej krzywdy, z tym, że jej niewymierny charakter sprawia, iż ustalenie tego rozmiaru, a tym samym i wysokości zadośćuczynienia, zależy w dużej mierze od oceny sądu. Przywołany przepis daje temu wyraz, stanowiąc, że sąd może przyznać z tego tytułu sumę „odpowiednią”. Zadośćuczynienie to należy więc określać przy uwzględnieniu całokształtu okoliczności sprawy, w szczególności rozmiaru i natężenia cierpień fizycznych oraz psychicznych, a zadaniem Sądu orzekającego w sprawie jest rozważenie ustalonych faktów w aspekcie podstawowych kryteriów, jakie winny być brane pod uwagę przy określaniu rozmiaru krzywdy, a więc rodzaju naruszonego dobra, zakresu i trwałości uszczerbku na zdrowiu, charakteru, stopnia nasilenia oraz czasu trwania cierpień fizycznych i psychicznych, prognozy na przyszłość (polepszenie lub pogorszenie stanu zdrowia), jak również wpływu doznanej szkody na możliwość prowadzenia dotychczasowego trybu życia. Zadośćuczynienie winno mieć charakter całościowy i stanowić pełną rekompensatę pieniężną za szkodę niemajątkową, a równocześnie być utrzymane w granicach odpowiadających aktualnym warunkom i przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa, gdyż pamiętać należy, iż ma ono pełnić funkcję kompensacyjną, a dla jej realizacji winno posiadać wartość ekonomiczną, w przeciwnym bowiem razie nie będzie zadośćuczynieniem odpowiednim, lecz symbolicznym (tak np. w wyroku SN z dnia 28 września 2001 r., III CKN 427/00, niepubl.). Zważyć trzeba również, że ustalenie, jaka kwota jest „odpowiednia” w rozumieniu art. 445 § 1 k.c., należy ze swej istoty do swobodnego uznania sędziowskiego, a w postępowaniu odwoławczym zarzut odnoszący się do przyznania nieodpowiedniej kwoty zadośćuczynienia może być uwzględniony tylko w takim wypadku, gdyby w sprawie doszło do naruszenia wynikających z tego przepisu kryteriów ustalania wysokości zadośćuczynienia (tak np. w wyroku SN z dnia 12 października 2000 r., IV CKN 128/00, niepubl., Lex nr 52520), czyli jedynie wówczas, gdy nie zostały wzięte pod uwagę wszystkie istotne kryteria rzutujące na tę formę rekompensaty, a ich prawidłowe rozważenie prowadziłoby do konkluzji, że przyznana należność została rażąco zawyżona lub zaniżona (tak w wyroku SN z dnia 18 kwietnia 2002 r., II CKN 605/00, niepubl., Lex nr 484718). Sąd odwoławczy jest zatem uprawniony do dokonania korekty wysokości zasądzonego zadośćuczynienia, gdy biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, jest ono rażąco nieodpowiednie (tak w wyroku SA w Poznaniu z dnia 4 marca 2010 r., I ACa 141/10, niepubl., Lex nr 628178 i w wielu innych orzeczeniach). W ocenie Sądu II instancji, w rozpoznawanej sprawie nie sposób uznać, by Sąd meriti określił wysokość zadośćuczynienia wyrównującego krzywdę powódki w sposób, który prowadziłby do jego zaniżenia i to w stopniu nadmiernym, a tylko taka konstatacja mogłaby prowadzić do uwzględnienia żądania zapłaty dalszych świadczenia z tego tytułu ponad wypłacone już przez ubezpieczyciela.
Przyznać trzeba, że w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku Sąd I instancji dość lakonicznie przedstawił swoje rozważania odnoszące się do kryteriów ustalenia rozmiaru krzywdy A. N. (1), nadmiernie może dążąc do spełnienia postulatu zwięzłości przewidzianego w art. 327 1 § 2 k.p.c., co nieco utrudnia prześledzenie toku rozumowania prowadzącego do końcowego rozstrzygnięcia, jednak bynajmniej nie uniemożliwia przeprowadzenia kontroli instancyjnej zaskarżonego orzeczenia. Sąd meriti dokonał bowiem wyczerpujących w zasadzie ustaleń co do okoliczności sprawy w aspekcie przywołanych wyżej kryteriów, jak również wskazał, że przy określaniu rozmiaru krzywdy będącej następstwem wypadku wziął pod uwagę długotrwałość i rozmiar doznanego przez poszkodowaną uszczerbku na zdrowiu, jak również to, że prowadzona w placówkach specjalistycznych rehabilitacja zakończyło się przed upływem roku, że zdarzenie szkodzące nie spowodowało poważniejszych następstw dla stanu zdrowia powódki oraz że ostatecznie powróciła ona do sprawności sprzed wypadku, doświadczając obecnie jedynie sporadycznych bólów czy dyskomfortu o niewielkim natężeniu. Odnotowano również, że A. N. (1) mogła powrócić do pracy zawodowej, choć w czasie, kiedy jej dolegliwości nie ustąpiły w pełni, musiała tę pracę wykonywać w innym dziale, natomiast nie został wykazany – co szerzej omówiono powyżej – związek przyczynowy pomiędzy występowaniem tych dolegliwości a niezawarciem przez dotychczasowego pracodawcę z poszkodowaną kolejnej umowy o pracę i niemożnością dalszego kontynuowania kariery naukowej.
Rozważania te można pogłębić przez wskazanie – w oparciu o ustalony przez Sąd Rejonowy stan faktyczny sprawy – że powódka zmuszona była ponadto wdrażać rehabilitację we własnym zakresie także po zakończeniu jej prowadzenia przez placówki specjalistyczne, że przez kilkanaście miesięcy wymagała pomocy osób trzecich w czynnościach codziennych (początkowo w zakresie nawet 4 godzin dziennie, a później stopniowo w coraz mniejszym rozmiarze) oraz że doznawała cierpień psychicznych w związku z uciążliwościami wynikającymi z doznawanych bólów i konieczności leczenia. Cierpienia psychiczne A. N. (1) związane były także z niemożnością wykonywania pracy zawodowej i niepewnością, czy doznawane dolegliwości nie będą miały charakteru stałego i tym samym nie uniemożliwią jej w sposób trwały wykonywania pracy naukowej, której możność wykonywania stanowiła dla powódki wartość niezwykle istotną – jednak, jak wynika z opinii biegłej psycholog, cierpienia spowodowane tymi przyczynami trwały przez 9 miesięcy i miały charakter umiarkowany. Poszkodowana musiała ponadto nie tylko przez dłuższy czas zaniechać aktywności fizycznej i uprawiania sportów, ale powstrzymać się także od kontaktów towarzyskich, gdyż nie ma powodu, by zakwestionować jej twierdzenie – którego nie odnotował Sąd I instancji – że mogła podczas takich kontaktów czuć skrępowanie spowodowane niemożnością samodzielnego wykonywania codziennych czynności, jak jedzenie czy ubieranie. Zaniechaniu Sądu w tym względzie nie można przypisać, w ocenie Sądu wyższej instancji, zasadniczej wagi w kontekście ustalenia zakresu należnego zadośćuczynienia, ponieważ nie wydaje się, aby ta ostatnia okoliczność – choć z pewnością nie bez znaczenia – spowodowała szczególnie znaczące zwiększenie rozmiaru doznawanej krzywdy, skoro powódka nie wspomniała nawet o niej podczas wywiadu przeprowadzonego u biegłego psychologa, koncentrując się przy opisie doznawanych negatywnych przeżyć psychicznych w zasadzie wyłącznie na kwestii niemożności wykonywania pracy zawodowej i utraty zatrudnienia w Instytucie (...) w W..
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe okoliczności składające się na kryteria określające wysokość należnego zadośćuczynienia, Sąd II instancji nie znajduje podstaw do uznania, że świadczenie wypłacone A. N. (1) przez ubezpieczyciela w roku 2010 w kwocie 80.000,00 zł nie zrekompensowało jej w całości szkody niemajątkowej wyrządzonej przez pozwanego, a w szczególności, że nie spełniało ono przewidzianej w art. 445 § 1 k.c. przesłanki „odpowiedniości”. Jak powiedziano już wyżej, odpowiednie zadośćuczynienie powinno mieć charakter całościowy i stanowić pełną rekompensatę pieniężną za szkodę niemajątkową, , a zatem wynagradzać całość tej szkody, zarówno w zakresie istniejącym w chwili jego wypłaty, jak i w zakresie dających się przewidzieć, a dotychczas niezrealizowanych dalszych następstw zdarzenia szkodzącego. Winno ono również być utrzymane w granicach odpowiadających aktualnym w momencie jego świadczenia warunkom i przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa – tak, aby należycie realizowało swą funkcję kompensacyjną. Rozważenie wszystkich opisanych powyżej okoliczności sprawy niniejszej, z uwzględnieniem przywołanych w poprzednich zdaniach dyrektyw, nie skutkuje przyjęciem przez Sąd odwoławczy, że Sąd meriti – rozważając, czy świadczenie wypłacone A. N. (1) w roku 2010 było adekwatne do przysługującego jej roszczenia i czy tym samym zaspokoiło je w całości – popełnił błąd polegający na określeniu ówczesnych rozmiarów tego roszczenia w wysokości rażąco zaniżonej, co potencjalnie uzasadniałoby uwzględnienie wniosków apelacyjnych w tym zakresie. Przeciwnie, należy zgodzić się z Sądem niższej instancji, że biorąc pod uwagę wartość nabywczą pieniądza sprzed lat kilkunastu i przeciętny poziom życia społeczeństwa w tych czasach, kwota 80.000,00 zł miała wartość niebagatelną, a porównanie tej wartości z ustalonym w powyższym sposób rozmiarem szkody niemajątkowej daje uzasadnione podstawy do stwierdzenia, że świadczenie to było w chwili jego wypłaty w pełni adekwatne do doznanej przez powódkę krzywdy i w całości należycie ją wyrównywało.
Argumentacja podnoszona przez skarżącą w uzasadnieniu apelacji nie przekonała Sądu II instancji do przyjęcia postulowanego przez nią punktu widzenia, w szczególności jako zupełnie chybiony należy potraktować argument, że za określeniem zadośćuczynienia na wyższym poziomie przemawia stwierdzenie w toku niniejszego postępowania wyższego stopnia doznanego powódkę uszczerbku na zdrowiu niż to ustalił ubezpieczyciel w postępowaniu likwidacyjnym. Jak wielokrotnie podkreślano w doktrynie i orzecznictwie, rozmiar zadośćuczynienia nie pozostaje w prostej zależności od stopnia stwierdzonego uszczerbku na zdrowiu pozostającego w związku ze zdarzeniem szkodzącym, ale jest tylko jednym z kryteriów, jakie Sąd winien brać pod uwagę przy ustalaniu wysokości odpowiedniego świadczenia w rozumieniu art. 445 § 1 k.c. Z pewnością zatem Sąd nie ma obowiązku – jak tego domaga się apelująca – wskazywać, „(…) jaką kwotę przeliczaną w pieniądzach za 1 % uszczerbku na zdrowiu przyjął (…)”, ani też nie jest zobligowany do automatycznego podwyższania wysokości zadośćuczynienia z tej tylko przyczyny, że stwierdził większy rozmiar uszczerbku na zdrowiu niż ubezpieczyciel w toku postępowania likwidacyjnego. Wreszcie podkreślić należy, że ustalony stan faktyczny sprawy nie dał podstaw do przyjęcia, iż po wypłacie świadczenia przez zakład ubezpieczeń zaszły nowe, szczególne okoliczności powodujące zwiększenie rozmiaru szkody niemajątkowej poza zakres możliwy do przewidzenia w chwili dokonania wypłaty i nie można tu mówić o ujawnieniu się nowej krzywdy, której nie można było przewidzieć w ramach podstawy faktycznej żądania skierowanego do ubezpieczyciela.
Przechodząc do zarzutów apelacyjnych związanych z zagadnieniem odszkodowania należnego powódce z tytułu utraconych dochodów, stwierdzić należy, że z pewnością nie można się zgodzić z autorką apelacji, iż Sąd Rejonowy uchybił przepisom normującym postępowanie dowodowe poprzez niedokonanie ustalenia, że powódka wskutek wypadku utraciła dochód w kwocie 19.944,50 zł należny jej z tytułu umowy z dnia 15 maja 2009 r. o realizację projektu badawczego własnego. Wskazać trzeba, że to na stronie powodowej spoczywał, w myśl art. 6 k.c., ciężar wykazania szkody i jej wysokości, a zatem udowodnienia, że w normalnym biegu rzeczy – gdyby nie doszło do wypadku, za który odpowiada pozwany – otrzymałaby taką właśnie kwotę i że ostatecznie kwoty tej jej nie wypłacono, jak również że zachodzi związek przyczynowy pomiędzy wypadkiem i pozbawieniem jej owych spodziewanych korzyści. Skarżąca wywodzi, że w tych kwestiach Sąd winien był oprzeć się na wnioskach opinii biegłego z dziedziny rachunkowości, księgowości i finansów oraz na dowodzie z jej przesłuchania w charakterze strony, a „doświadczenie życiowe w zakresie rozliczania projektów” powinno w rezultacie doprowadzić Sąd do konkluzji, że innych dowodów poszkodowana przedstawić nie mogła, skoro po wypadku nie była już kierownikiem ani uczestnikiem projektu i tym samym nie miała dostępu do żadnej związanej z nim dokumentacji.
Argumentacja ta jednak nie wytrzymuje krytyki. Na wstępie podnieść należy, że nie sposób wymagać od Sądu, aby opierał się przy ocenie materiału dowodowego na swoim rzekomo istniejącym „doświadczeniu życiowym w zakresie rozliczania projektów”, ponieważ wiadomości z tej dziedziny bezsprzecznie nie należą do zakresu okoliczności powszechnie znanych każdemu rozsądnemu człowiekowi, a tym samym objętych doświadczeniem życiowym, jakim winien posiłkować się Sąd na gruncie art. 233 § 1 k.p.c. Po drugie, Sąd I instancji słusznie odmówił wiarygodności twierdzeniom A. N. (1), że w chwili zakończenia projektu objętego przedmiotową umową nie była już jego kierownikiem, ani nawet pracownikiem Instytutu (...) w W.. Z treści umowy z dnia 15 maja 2009 r. jasno wynika, że zakończenie realizacji projektu miało nastąpić po 36 miesiącach, tj. w dniu 15 maja 2012 r., tymczasem powódka pracowała w przedmiotowym Instytucie na podstawie umowy zawartej na czas określony aż do 30 listopada 2012 r., która nie została przedterminowo rozwiązana. Jednocześnie strona powodowa nie wykazała, ani nawet nie uprawdopodobniła, by doszło do zmiany warunków realizacji projektu własnego określonych w umowie o jego realizację – w trybie § 20 obowiązującego wówczas rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 22 stycznia 2008 r. w sprawie kryteriów i trybu przyznawania oraz rozliczania środków finansowych na naukę przeznaczonych na finansowanie projektów badawczych (Dz. U. Nr 21 z 2008 r., poz. 126 ze zm.), który z mocy art. 48 ust. 3 zd. II w związku z art. 34 ust. 1 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. – Przepisy wprowadzające ustawy reformujące system nauki (Dz. U. Nr 96 z 2010 r., poz. 620 ze zm.) znajdował zastosowanie do umów dotyczących projektów badawczych także po uchyleniu przywołanego rozporządzenia – poprzez podpisanie aneksu do umowy dotyczącego przedłużenia czasu realizacji projektu bądź zmiany osoby jego kierownika. Trafnie też zwrócił uwagę Sąd meriti, że w aktach sprawy znajduje się raport roczny z realizacji projektu badawczego własnego podpisany w dniu 22 marca 2012 r. – a więc prawie rok po złożeniu pozwu – przez A. N. (1) występującą w charakterze kierownika projektu, co potwierdza, że wówczas, czyli na niecałe dwa miesiące przed ustaloną w umowie datą zakończenia projektu, wciąż nie doszło do zmiany warunków realizacji projektu i powódka nadal tej funkcji nie została pozbawiona. Czyni to niewiarygodnymi odmiennej treści twierdzenia powódki, jak również nie pozwala podzielić opartej na nich argumentacji, z której miałoby wynikać, że w toku postępowania nie miała ona jakiegokolwiek dostępu do dokumentacji projektu i w konsekwencji nie mogła przedstawić dowodów powstania szkody polegającej na utracie korzyści, jakie miała uzyskać na podstawie umowy z dnia 15 maja 2009 r. Dodać można jeszcze, że nawet w wypadku, gdyby A. N. (1) rzeczywiście dostępu do takiej dokumentacji nie miała, to nic nie stało na przeszkodzie złożenia przez nią wniosku, by Sąd zażądał od Instytutu (...) w W. w trybie art. 248 § 1 k.p.c. przedstawienia niezbędnych dokumentów, jednak strona powodowa z takiej możliwości nie skorzystała.
Analizując dokumenty, które rzeczywiście zostały złożone do akt sprawy w celu wykazania przedmiotowego roszczenia, stwierdzić należy w pierwszej kolejności, że nie dają one podstaw do ustalenia, w jakiej wysokości powódka miała otrzymać wynagrodzenie za wykonanie projektu. Z tabeli zawartej w punkcie A załącznika Nr 2 do umowy z dnia 15 maja 2009 r. wynika, że pozycja kosztów zatytułowana „wynagrodzenia wraz z pochodnymi” opiewała na łączną kwotę 80.000,00 zł, natomiast z tabeli zawartej w punkcie C. 1 tego samego załącznika można odczytać, że w projekcie brało udział 9 pracowników naukowych, a jednym z nich, pełniącym funkcję kierownika projektu, była A. N. (1), przy czym jej planowany procentowy udział w wykonywaniu zadań wynosił 28 %. Skarżąca wydaje się opierać swój wywód na milcząco wyrażonej tezie, że jej procentowy udział w kwocie planowanych wydatków na wynagrodzenia odpowiadałby jej planowanemu procentowemu udziałowi w wykonywaniu zadań projektu. Odnotować jednak trzeba, iż teza ta nie znajduje jakiegokolwiek potwierdzenia czy odzwierciedlenia w treści przedstawionych dokumentów, które nie zawierają żadnego postanowienia normującego zasady podziału sumy środków przeznaczonych na wynagrodzenia pomiędzy uczestników projektu, z wyjątkiem blankietowej klauzuli, z której wynika, że środkami finansowymi przekazanymi na realizację projektu dysponuje, zgodnie z przepisami rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 22 stycznia 2008 r. w sprawie kryteriów i trybu przyznawania oraz rozliczania środków finansowych na naukę przeznaczonych na finansowanie projektów badawczych (Dz. U. Nr 21 z 2008 r., poz. 126 ze zm.), kierownik projektu, z tym, że wydatkowanie środków finansowych następuje po uzyskaniu zgody kierownika jednostki (§ 2 ust. 3 umowy). Na braki w zakresie dokumentacji niepozwalające ustalić wysokości ewentualnych należności A. N. (1) z tytułu przedmiotowej umowy zwrócił też uwagę biegły z dziedziny rachunkowości, księgowości i finansów, podnosząc, że powódka nie złożyła do akt sprawy rozliczenia finansowego wykonania projektu i w konsekwencji możliwe jest potwierdzenie jedynie prawidłowości rachunkowej dokonanych przez nią wyliczeń, nie zaś ustalenie kwoty rzeczywiście jej należnej.
Podnieść warto, że nawet gdyby w praktyce zawierania umów o realizację projektów badawczych strony tych umów nadawały – co wydaje się być raczej wątpliwe – postanowieniom umownym, które normują planowany procentowy udział poszczególnych uczestników projektów w wykonywaniu zadań, znaczenie wykraczające poza ich literalną treść i odnosiły je także do procentowego udziału ogólnej sumy kosztów projektu przeznaczonych na wynagrodzenia tych uczestników, to okoliczności takiej z pewnością nie sposób uznać za notoryjną, a tym samym niewymagającą dowodu, ale konieczne byłoby jej wykazanie przez powódkę, niewykluczone, że z pomocą wiadomości posiadanych przez biegłego odpowiedniej specjalności. Wreszcie odnotować trzeba, że A. N. (1), wywodząc, że wynagrodzenie należne jej z umowy z dnia 15 maja 2009 r. wynosić miało 22.400,00 zł, nie przedstawiła żadnych dowodów na to, że ostatecznie tego wynagrodzenia nie otrzymała w całości, chociaż to niej spoczywał ciężar udowodnienia nie tylko tego, iż spodziewała się określonych korzyści, ale i tego, że owe spodziewane korzyści utraciła. Powódka ograniczyła się w tym zakresie jedynie do gołosłownych i niepopartych żadnymi dowodami twierdzeń, przedstawionych w piśmie procesowym z dnia 10 grudnia 2012 r., że wypłacono jej w ramach przedmiotowej umowy jedynie kwotę 2.455,00 zł, natomiast pozostała część spodziewanego wynagrodzenia już wypłacona nie została. W efekcie stwierdzić należy, że strona powodowa nie udowodniła uszczerbku majątkowego polegającego na różnicy pomiędzy spodziewanymi korzyściami i korzyściami rzeczywiście uzyskanymi, ponieważ nie tylko nie wykazała, jakich korzyści mogła się spodziewać, ale także nie przedstawiła dowodów na potwierdzenie ich ewentualnej utraty; wobec niewykazania zaistnienia szkody kwestia związku przyczynowego pomiędzy skutkami wypadku a szkodą straciła w ogóle swoją aktualność.
Trafny natomiast okazał się kolejny z zarzutów apelacyjnych, który dotyczył prawidłowości rozstrzygnięcia Sądu Rejonowego o odszkodowaniu za utracone korzyści w postaci różnicy pomiędzy należnościami, jakie A. N. (1) otrzymywałaby z tytułu wynagrodzenia za pracę i z umów zlecenia, gdyby nie doszło do zdarzenia szkodzącego a rzeczywistymi jej dochodami uzyskiwanymi po wypadku. Rację ma apelująca, że Sąd I instancji nietrafnie przyporządkował ustalone okoliczności sprawy do granic zakreślonej przez nią podstawy faktycznej powództwa, co skutkowało nieprawidłowym określeniem zakresu poniesionej szkody i błędnym stwierdzeniem, że została ona już w całości pokryta świadczeniami otrzymanymi od ubezpieczyciela. Lektura załączonych akt szkodowych nie pozostawia wątpliwości, że w toku postępowania likwidacyjnego poszkodowana po zgłoszeniu szkody domagała się w piśmie z dnia 11 czerwca 2010 r. wypłaty kwoty 22.480,20 zł tytułem wyrównania wynagrodzenia za pierwsze pięć miesięcy 2010 r., to jest – biorąc pod uwagę to, że wypadek miał miejsce w dniu 10 stycznia 2010 r. – za okres od 10 stycznia do 10 czerwca 2010 r., a decyzją ubezpieczyciela wypłacono jej z tego tytułu kwotę 15.662,30 zł. Wyrównania wynagrodzenia za dalszy okres A. N. (1) nie dochodziła od ubezpieczyciela i już z tej tylko przyczyny należy uznać za nieprawidłowe stanowisko Sądu meriti, który wywodził, że uzyskała ona zaspokojenie w tym zakresie przed wszczęciem niniejszego postępowania.
Odnotować trzeba, że w rozpoznawanej sprawie poszkodowana zakreśliła granice faktyczne swego żądania, domagając się – jak wynika z k. 9 złożonego pozwu – zasądzenia odszkodowania za szkodę związaną z obniżeniem dochodów za okres od lipca 2010 r. do lutego 2011 r., co oznacza, że jej żądanie nie obejmuje nie tylko odszkodowania za te miesiące, za które wypłacono jej świadczenia w postępowaniu likwidacyjnym, ale także nie dotyczy wyrównania wynagrodzenia za pozostała część czerwca 2010 r. Dalej należy odwołać się do opinii biegłego z dziedziny rachunkowości, księgowości i finansów, którego wyliczenia – przeprowadzone w dwóch wariantach – pozwalają stwierdzić, że odszkodowanie wypłacone przez ubezpieczyciela za okres pierwszych 5 miesięcy po wypadku odpowiada w przybliżeniu rzeczywistej różnicy w kwotach wynagrodzeń należnych i otrzymanych, gdyż w wariancie I różnica ta wynosiła 15.445,90 zł [5.542,20 zł – 2.453,02 zł) x 5 = 15.445,90 zł), a w wariancie II – 15.574,45 zł [(5.567,91 zł – 2.453,02 zł) x 5 = 15.574,45 zł). Biegły odnotował w swej opinii fakt wypłaty przez ubezpieczyciela odszkodowania wyrównującego szkodę w tej części, jednak błędnie określił je w obrazujących wyliczenia tabelach jako świadczenie rehabilitacyjne – czego, jak się wydaje, nie dostrzegł Sąd I instancji, ustalając w ramach stanu faktycznego sprawy w ślad za treścią opinii, że otrzymane przez A. N. (1) świadczenie rehabilitacyjne wynosiło łącznie 37.151,96 zł. Z tychże wyliczeń wynika również, że zachodzi różnica także i pomiędzy dochodami, jakie poszkodowana otrzymywałaby w objętym pozwem okresie od lipca 2010 r. do lutego 2011 r., gdyby do zdarzenia szkodzącego nie doszło, co oznacza, iż poszkodowana doznała z tej przyczyny uszczerbku majątkowego. W tym czasie A. N. (1) otrzymała bowiem łączną kwotę 19.198,93 zł tytułem wynagrodzenia (2.317,73 zł + 2.709,95 zł + 2.625,83 zł + 2.596,05 zł + 2.203,13 zł + 2.203,13 zł + 1.446,71 zł + 3.096,40 zł = 19.198,93 zł) oraz 21.489,66 zł tytułem świadczenia rehabilitacyjnego, którego pobieranie rozpoczęła od dnia 22 lipca 2010 r., co daje w sumie 40.688,59 zł (19.198,93 zł + 21.489,66 zł = 40.688,59 zł), tymczasem wynagrodzenie, które mogłaby uzyskać w normalnym biegu rzeczy wynosiło – w zależności od przyjętego przez biegłego wariantu jego wyliczenia – 44.337,60 zł (5.542,20 zł x 8 = 44.337,60 zł) lub 44.543,28 zł (5.567,91 zł x 8 = 44.543,28 zł).
Różnica pomiędzy wynagrodzeniem otrzymanym i należnym w wypadku, gdyby do zdarzenia szkodzącego nie doszło, stanowi podlegającą wyrównaniu szkodę polegającą na utracie spodziewanych korzyści i należy określić ją w wariancie I na kwotę 3.649,01 zł (44.337,60 zł – 40.688,59 zł = 3.649,01 zł), a w wariancie II na kwotę 3.854,69 zł (44.543,28 zł – 40.688,59 zł = 3.854,69 zł). Ponieważ biegły podkreślał w swej opinii, że dostępne mu dokumenty nie pozwalają na jednoznaczne wyliczenie, w jakiej dokładnie wysokości powódka otrzymywałaby miesięczne wynagrodzenie, gdyby zdarzenie szkodzące nie miało miejsca, tj. czy wynosiłoby ono 5.542,20 zł czy 5.567,91 zł, nie jest też możliwe przesądzenie, czy zaistniałą szkodę należy określić według obliczeń z wariantu I czy też z wariantu II. W tej sytuacji Sąd II instancji nie widzi przeszkód, aby skorzystać z uprawnienia przewidzianego w art. 322 k.p.c. w związku z art. 391 § 1 zd. I k.p.c. i obliczyć sumę należną tytułem odszkodowania jako średnią arytmetyczną tych dwóch wartości, w wyniku czego odszkodowanie z tytułu utraconych dochodów za okres od lipca 2010 r. do lutego 2011 r. zostało ostatecznie wyliczone na kwotę 3.751,85 zł [(3.649,01 zł + 3.854,69) : 2 = 3.751,85 zł). Podkreślić należy ponownie, że wprawdzie A. N. (1) poniosła także szkodę polegającą na obniżeniu jej dochodów za okres od 11-30 czerwca 2010 r., jednak pozwem złożonym w sprawie niniejszej nie domagała się odszkodowania w tym zakresie, a Sąd bez naruszenia art. 321 § 1 k.p.c. nie był uprawniony do wyrokowania o przedmiocie, który nie był objęty żądaniem. Odsetki związane z opóźnieniem w spełnieniu świadczenia w postaci przyznanej tytułem odszkodowania kwoty należne były, w myśl art. 481 § 1 k.c., od chwili, kiedy pozwany jako dłużnik w tym opóźnieniu pozostawał, tj. od chwili doręczenia mu wezwania do zapłaty, gdyż stosownie do art. 455 k.c. z tą chwilą stają się wymagalne zobowiązania bezterminowe. Za takie wezwanie do zapłaty należy uznać odpis pozwu, w którym powódka domagała się zasądzenia od M. Z. przedmiotowego odszkodowania, a skoro doręczenie tego odpisu nastąpiło w dniu 10 stycznia 2012 r., należne odsetki zasądzono od dnia 11 stycznia 2012 r., przy czym do dnia 31 grudnia 2015 r. były to odsetki ustawowe, a od dnia wejścia w życie nowelizującej art. 481 k.c. ustawy z dnia 9 października 2015 r. o zmianie ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, ustawy – Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2015 r., poz. 1830) – odsetki ustawowe za opóźnienie. Uzasadnia to częściowe uwzględnienie apelacji poprzez zmianę zaskarżonego wyroku na podstawie art. 386 § 1 k.p.c. i zasądzenie od pozwanego na rzecz powódki powyższego odszkodowania wraz z należnymi odsetkami.
Zmiana orzeczenia merytorycznego pozostała jednak bez wpływu na rozstrzygnięcie o kosztach sądowych i kosztach procesu, ponieważ wprawdzie powództwo zostało ostatecznie częściowo uwzględnione, ale w efekcie pozwany uległ stronie powodowej jedynie w niewielkim zakresie; w takie sytuacji zachodzą podstawy do zastosowania art. 100 zd. II k.p.c., który jednak przewiduje tożsame skutki w zakresie sposobu rozliczenia kosztów procesu z tymi, które wynikają z zastosowanego w postępowaniu pierwszoinstancyjnym art. 98 k.p.c., tj. nakazuje stronie przegrywającej sprawę w przeważającej części zwrócić całość kosztów poniesionych przez jej przeciwnika. Przepis ten znajduje z mocy art. 83 ust. 2 w związku z art. 113 ust. 1 ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (t.j. Dz. U. z 2023 r., poz. 1144 ze zm.) odpowiednie zastosowanie także do wydatków poniesionych tymczasowo w toku postępowania przez Skarb Państwa. Sąd odwoławczy nie podziela poglądu skarżącej, przedstawionego w ramach ostatniego z podnoszonych zarzutów apelacyjnych, że w okolicznościach rozpoznawanej sprawy zachodzą podstawy do odstąpienia od obciążania jej tymi kosztami sądowymi i kosztami procesu, które związane były z przeprowadzaniem na wniosek pozwanego dowodów zmierzających do zakwestionowania dochodzonego roszczenia co do zasady – a to z tej przyczyny, że za pomocą tych dowodów jej przeciwnikowi nie udało się osiągnąć zamierzonego celu. Zasadą wynikającą zarówno z art. 98 k.p.c., jak i z art. 100 zd. II k.p.c., jest ponoszenie przez stronę, której żądania zostały oddalone przez Sąd w całości albo prawie w całości, wszystkich kosztów powstałych w toku procesu, co polega na nakazaniu zwrotu na rzecz przeciwnika tej ich części, którą on poniósł, a na rzecz Skarbu Państwa, kosztów przez ów Skarb Państwa wyłożonych. Decyduje zawsze ostateczny wynik procesu, nie zaś to, czy dowody wnioskowane przez jedną z jego stron, z którymi wiązały się określone koszty, skutecznie posłużyły do wykazania tych faktów, dla poparcia których zostały powołane. Żadnego znaczenia dla oceny, czy i w jakim stopniu strona wygrała lub przegrała sprawę, nie ma bowiem to, czy Sąd, rozstrzygając sprawę, podzielił argumentację prawną przedstawioną przez stronę oraz czy uwzględnił podniesione przez nią zarzuty (tak np. w postanowieniu SN z dnia 23 lutego 2012 r., V CZ 146/11, niepubl.).
Niezastosowanie reguły odpowiedzialności za wynik procesu mogłoby nastąpić jedynie wówczas, gdyby zachodził wypadek szczególnie uzasadniony w rozumieniu art. 102 k.p.c., uzasadniający odstąpienie od obciążania strony przegrywającej kosztami w całości lub w części. Apelująca podnosi, że okolicznościami przemawiającymi za przyjęciem zaistnienia takiego wypadku szczególnego jest to, że M. Z. nadużywał swoich praw procesowych, generując nieuzasadnione koszty, ponieważ domagał się przeprowadzenia kilkukrotnych opinii uzupełniających tych samych biegłych albo wnioskował o przesłuchanie świadków, których zeznania okazywały się nieistotne, a po zmianie pełnomocnika składał kolejne, sprekludowane już wnioski dowodowe. Sąd II instancji nie dopatruje się jednak w sposobie prowadzenia procesu przez pozwanego złej woli czy też nadużywania przysługujących mu uprawnień procesowych. Przede wszystkim nie sposób winić M. Z. za to, że wnosił o wydanie opinii uzupełniających przez biegłych lekarzy powoływanych na wniosek powódki dla wykazania okoliczności, z których wywodziła skutki prawne, jeśli dostrzegał konieczność wyjaśnienia istniejących wątpliwości co do opinii głównych. W ocenie Sądu pozwany tego uprawnienia co do zasady bynajmniej nie nadużywał, jego żądania w tym przedmiocie są każdorazowo umotywowane, a stronie powodowej zdarzało się składać tego rodzaju wnioski co najmniej równie często; gdy natomiast część zgłaszanych przez pozwanego wniosków rzeczywiście zmierzała już jedynie do przedłużenia postępowania, Sąd podejmował trafną decyzję o ich pominięciu. Nie jest też winą M. Z., że Sąd Rejonowy decydował się konsekwentnie zlecać biegłym wydawanie kolejnych opinii uzupełniających na piśmie – co w istocie mogło spowodować i wydłużenie czasu trwania postępowania, i wzrost jego kosztów – chociaż sam pozwany wprost domagał się wezwania biegłych na rozprawę w celu umożliwienia zadawania im pytań w bezpośredniej reakcji na udzielane przez nich odpowiedzi i wydaje się, że takie rozwiązanie w istocie mogłoby przyczynić się do „jednorazowego” wyjaśnienia wszelkich nurtujących strony wątpliwości.
Odnotować trzeba dalej, że wprawdzie pozwany już w piśmie procesowym złożonym na pierwszej rozprawie w dniu 7 marca 2012 r. kwestionował zaistnienie samego wypadku z udziałem A. N. (1), a na wypadek stwierdzenia przez Sąd, że wypadek zaszedł, podnosił okoliczności egzoneracyjne, jednak istotnie złożył wnioski dowodowe zmierzające do wykazania braku przesłanek swojej odpowiedzialności dopiero po zmianie pełnomocnika procesowego, tj. w piśmie procesowym z dnia 17 marca 2017 r. i obejmowały one zarówno wnioski o wydanie opinii co do okoliczności mogących mieć znaczenia dla przesądzenia tej kwestii przez biegłych lekarzy, którzy już wydawali opinie w toku postępowania, jak i wnioski o wydanie opinii przez biegłego z zakresu budowy wyciągów narciarskich. Z pewnością nie można skutecznie zarzucać M. Z. tego, że dążył do obrony swych praw poprzez zgłaszanie wniosków dowodowych mogących posłużyć temu celowi, a fakt przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego z zakresu budowy wyciągów narciarskich dopiero na późniejszym etapie sprawy, nie zaś w jej wstępnej fazie, nie przyczynił się ani do przedłużenia postępowania, ani do zwiększenia jego kosztów. Z kolei zawarte w piśmie procesowym z dnia 17 marca 2017 r. wnioski o wydanie opinii uzupełniających przez biegłych lekarzy zostały przez Sąd w przeważającej większości pominięte i w efekcie spośród nich dopuszczono – dla wykazania nowo podnoszonych okoliczności – jedynie dowód z uzupełniającej opinii biegłej z zakresu rehabilitacji medycznej, do której akta i tak miały zostać przesłane celem wydania takiej opinii w związku z wymagającymi wyjaśnienia wątpliwościami co do opinii wydanej uprzednio. Nie jest wreszcie jasne, o jakich świadkach, których zeznania miałyby być nieistotne dla rozstrzygnięcia sprawy, mówi autorka apelacji, skoro M. Z. wnioskował o przesłuchanie bezpośrednich świadków przedmiotowego wypadku, policjanta, który wkrótce potem przeprowadzał interwencję na miejscu zdarzenia oraz lekarzy prowadzących leczenie poszkodowanej, a więc osób mogących posiadać wiadomości mające znaczenie dla ustalenia zasady jego odpowiedzialności oraz rozmiaru zaistniałej szkody.
Z powyższych względów Sąd odwoławczy nie dopatruje się w sposobie prowadzeniu procesu przez pozwanego złej woli, umyślnego dążenia do jego przedłużania i generowania zbędnych kosztów, ani nadużywania uprawnień procesowych w inny sposób – a w efekcie nie może uznać, że zasady słuszności przemawiają z powyższych względów za przyjęciem szczególnie uzasadnionego wypadku na gruncie art. 102 k.p.c. i w konsekwencji za odstąpieniem od obciążania A. N. (1) kosztami procesu i kosztami sądowymi. Apelacja w pozostałym zakresie podlega więc oddaleniu na podstawie art. 385 k.p.c. – zarówno w odniesieniu do rozstrzygnięcia oddalającego żądanie zadośćuczynienia i pozostałej części odszkodowania za utracone zarobki, jak i co do orzeczenia dotyczącego kosztów sądowych i kosztów procesu. O kosztach postępowania apelacyjnego Sąd II instancji orzekł w myśl art. 100 zd. II k.p.c., mając na uwadze to, że i na tym etapie sprawy żądania strony powodowej zostały uwzględnione jedynie w nieznacznym zakresie, co uzasadnia nakazanie jej zwrotu całości kosztów poniesionych przez przeciwnika procesowego, stosownie do zasady odpowiedzialności za rezultat postępowania. Na koszty poniesione przez pozwanego w postępowaniu odwoławczym składa się wynagrodzenie jego pełnomocnika, obliczone w oparciu o § 10 ust. 1 pkt. 1 w związku z § 2 pkt. 5 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 22 października 2015 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie (t.j. Dz. U. z 2023 r., poz. 1964 ze zm.) na kwotę 1.800,00 zł; odsetki ustawowe za opóźnienie od tej sumy przyznano na podstawie art. 98 § 1 1 k.p.c.
Zasada odpowiedzialności za wynik procesu, obowiązująca zarówno przy zastosowaniu art. 98 k.p.c., jak i art. 100 zd. II k.p.c., jest kluczowa także dla rozstrzygnięcia o zasadności zażalenia złożonego przez stronę pozwaną. Powtórzyć należy, że obowiązek zwrotów kosztów procesu wynika wyłącznie z kryterium obiektywnego, jakim jest ostateczny wynik sprawy, a o tym, czy strona powodowa będzie uważana za przegrywającą sprawę, decyduje rezultat przeprowadzonego porównania roszczeń dochodzonych z roszczeniami ostatecznie uwzględnionymi (tak np. w postanowieniu SN z dnia 14 lutego 1968 r., I PZ 75/67, niepubl. lub w postanowieniu SN z dnia 16 lutego 2011 r., II CZ 203/10, niepubl.). Zasada ta odnosi się do wszystkich kosztów procesu niezbędnych do celowego dochodzenia praw i celowej obrony poniesionych przez stronę wygrywającą sprawę, w tym także kosztów, jakie ta poniosła w związku z prowadzonymi w toku postępowania w sprawie postępowaniami wpadkowymi (incydentalnymi). Dla ostatecznego rozliczenia nie ma bowiem znaczenia wynik rozstrzygnięć zapadłych w poszczególnych incydentalnych postępowaniach – to, że dana strona była w nich wygrywającą, wcale nie oznacza zwrotu na jej rzecz kosztów tego postępowania, gdyż to wygrywającemu całą sprawę należy się także zwrot kosztów takiego postępowania incydentalnego, i to mimo że został w nim uznany za przegrywającego (tak np. w postanowieniach SN: z dnia 7 listopada 1966 r., I PZ 66/66, OSPiKA Nr 1 z 1968 r., poz. 7, z dnia 30 września 2009 r., V CZ 46/09, niepubl., z dnia 18 czerwca 2010 r., V CZ 35/10, niepubl., z dnia 27 czerwca 2011 r., I PZ 11/11, niepubl., z dnia 8 sierpnia 2012 r., III CZ 47/12, niepubl. lub z dnia 21 sierpnia 2012 r., II PZ 13/12, niepubl.). Oznacza to, że Sąd Rejonowy w sprawie niniejszej naruszył wynikającą z przepisów proceduralnych zasadę odpowiedzialności za wynik procesu, bezzasadnie odmawiając zaliczenia do kosztów podlegających zwrotu stronie pozwanej – jako niezbędnych dla celowej obrony – tych opłat, jakie strona ta uiściła w związku z postępowaniami incydentalnymi, w ramach których jej żądania nie zostały uwzględnione, mimo że zarówno w myśl art. 98 k.p.c., jak i art. 100 zd. II k.p.c., także i te koszty powinny zostać zwrócone pozwanemu przez powódkę jako stronę przegrywającą. Dotyczy to czterech opłat, w kwotach po 100,00 zł, uiszczonych: od zażalenia na postanowienie z dnia 28 kwietnia 2011 r. o udzieleniu zabezpieczenia, od wniosku o uchylenie tego postanowienia, od wniosku o sporządzenie pisemnego uzasadnienia postanowienia z dnia 14 czerwca 2021 r. w przedmiocie przyznania biegłemu wynagrodzenia oraz od wniosku o zmianę postanowienia o zabezpieczeniu. Daje to w sumie kwotę 400,00 zł, o którą winna zostać powiększona należność przyznana tytułem zwrotu kosztów procesu w punkcie 2 zaskarżonego wyroku, co uzasadnia zmianę rozstrzygnięcia w tej części na podstawie art. 386 § 1 k.p.c. w związku z art. 397 § 3 k.p.c. poprzez podwyższenie zasądzonej w punkcie 2 wyroku kwoty do wysokości 3.300,00 zł (2.900,00 zł + 400,00 zł = 3.300,00 zł).
Powyższe rozważania znajdują pełne zastosowanie także do innego postępowania incydentalnego przeprowadzonego w sprawie niniejszej, jakim było postępowanie zabezpieczające. Komornik sądowy prawomocnym postanowieniem z dnia 20 maja 2011 r., wydanym w trybie art. 770 § 2 k.p.c. w związku z art. 743 k.p.c., ustalił poniesione przez stronę uprawnioną koszty egzekucyjnego wykonania postanowienia zabezpieczającego na kwotę 999,33 zł oraz koszty zastępstwa prawnego strony uprawnionej w tym postępowaniu na kwotę 600,00 zł. Stosownie do art. 745 § 1 k.p.c., o kosztach postępowania zabezpieczającego sąd rozstrzyga w orzeczeniu kończącym postępowanie w sprawie i słusznie podnosi się, że sąd orzekający w przedmiocie kosztów procesu jest związany prawomocnym i stanowiącym prejudykat postanowieniem komornika, od którego stronom przysługiwały środki zaskarżenia i nie może już weryfikować jego prawidłowości poprzez ewentualną zmianę wysokości ustalonych uprzednio w ten sposób kosztów (tak np. I. Gil [w:] „Kodeks postępowania cywilnego. Komentarz” pod red. E. Marszałkowskiej-Krześ i I. Gil, 2024, teza 4 do art. 745 lub D. Rystał [w:] „Kodeks postępowania cywilnego. Tom I-II. Komentarz” pod red. T, Szanciły, Warszawa 2023, teza 8 do art. 745), bezsprzecznie natomiast Sąd powinien orzec o tym, która ze stron ostatecznie ponosi koszty tego postępowania. Nie budzi jednak większej wątpliwości w doktrynie prawa i orzecznictwie, że nie można żądać zwrotu kosztów poniesionych w związku z postępowaniem zabezpieczającym tylko z względu na wynik samego postępowania zabezpieczającego, gdyż to rezultat całego postępowania rozpoznawczego przesądza o zasadach ponoszenia koszów postępowania zabezpieczającego.
Judykatura konsekwentnie podnosi, że postępowanie zabezpieczające ma – co do zasady – charakter incydentalny i służebny względem postępowania rozpoznawczego, a wynikającą z art. 745 § 1 k.p.c. regułą jest, że rozstrzygnięcie o kosztach postępowania zabezpieczającego następuje przy odpowiednim zastosowaniu zasad związanych z ostatecznym wynikiem postępowania. Oznacza to, że prawomocne postanowienie o ustaleniu kosztów postępowania zabezpieczającego, które nie ma charakteru kończącego sprawę, nie uzasadnia obciążenia nimi strony zobowiązanej, tj. dłużnika zabezpieczenia, gdyż zależy to od końcowego wyniku procesu (tak np. w postanowieniach SN: z dnia 22 lutego 2012 r., IV CZ 131/11, niepubl., z dnia 5 czerwca 2012 r., II PZ 16/12, niepubl. lub z dnia 17 kwietnia 2013 r., V CZ 105/12, niepubl.). Trafnie podkreślił Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z dnia 13 września 2017 r., I ACa 381/17, niepubl., że to z tej właśnie przyczyny ustawodawca w art. 745 § 1 k.p.c. pozostawił rozstrzygnięcie o kosztach postępowania zabezpieczającego do chwili wydania orzeczenia kończącego sprawę w instancji w postepowaniu rozpoznawczym, a nie przewidział orzekania w tym przedmiocie w chwili zakończenia postępowania w przedmiocie zabezpieczenia. Gdyby bowiem obciążenie zobowiązanego kosztami postępowania zabezpieczającego zależało wyłącznie od faktu uwzględnienia wniosku o udzielenie zabezpieczenia i skutecznego przeprowadzenia czynności zabezpieczających przez komornika – jak zdaje się to przyjmować Sąd I instancji w sprawie niniejszej – nie zaś od ostatecznego wyniku sprawy, nie istniałaby żadna przyczyna uzasadniająca odwlekanie momentu przyznania uprawnionemu powstałych z tego tytułu kosztów i uzyskania ewentualnego tytułu egzekucyjnego pozwalającego na ich egzekwowanie aż do czasu zakończenia całości postępowania rozpoznawczego, w ramach którego udzielono zabezpieczenia. Stanowisko Sądu meriti w tym przedmiocie należy uznać za błędne i zapadłe z naruszeniem art. 745 § 1 k.p.c. w związku z art. 98 k.p.c., a ponieważ ostateczny rezultat procesu nakazuje uznać powódkę za stronę przegrywającą, nie zachodzą też podstawy do obciążenia pozwanego poniesionymi przez nią kosztami postępowania zabezpieczającego i jej wniosek w tym przedmiocie winien był zostać oddalony. Uzasadnia to zmianę rozstrzygnięcia zawartego w punkcie 6 przedmiotowego wyroku, a podstawą prawnoprocesową takiej decyzji jest art. 386 § 1 k.p.c. w związku z art. 397 § 3 k.p.c. Ponieważ zażalenie M. Z. okazało się zasadne w całości, skarżącemu, zgodnie z wyrażoną w art. 98 k.p.c. zasadą odpowiedzialności za wynik procesu, należny jest zwrot od powódki poniesionych przez niego kosztów postępowania zażaleniowego. Na koszty te składa się: opłata od wniosku o pisemne uzasadnienie wyroku w kwocie 100,00 zł oraz wynagrodzenie reprezentującego go pełnomocnika procesowego w kwocie 225,00 zł, obliczone w oparciu o § 10 ust. 2 pkt. 1 w związku z § 2 pkt. 3 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 22 października 2015 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie (t.j. Dz. U. z 2023 r., poz. 1964 ze zm.). Daje to w sumie kwotę 325,00 zł (100,00 zł + 225,00 zł = 325,00 zł) – i taką też należność zasądził Sąd odwoławczy od powódki na rzecz pozwanego tytułem zwrotu kosztów postępowania zażaleniowego; również i w tym wypadku odsetki ustawowe za opóźnienie od tej sumy przyznano na podstawie art. 98 § 1 1 k.p.c..
Podmiot udostępniający informację: Sąd Okręgowy w Łodzi
Data wytworzenia informacji: